Twoja mięta i tymianek na balkonie zimą najczęściej nie wymarzają, tylko usychają. Mroźny wiatr wyciąga wodę z pędów, a z zamarzniętej ziemi roślina nic nie pobierze. Dlatego w każdy dzień, gdy termometr pokazuje powyżej 0°C, podlewam zioła szklanką letniej wody, a same donice trzymam na styropianie albo desce.
Dlaczego zioła w doniczkach giną z pragnienia?
To zjawisko ma swoją nazwę: susza fizjologiczna. Liście i pędy dalej oddają wilgoć, zwłaszcza na wietrze, a korzenie tkwią w bryle lodu i nie mają skąd jej uzupełnić. Roślina wysycha, chociaż wokół leży szron.
W gruncie korzenie chroni gruba warstwa ziemi. W małej doniczce z plastiku czy ceramiki podłoże przemarza na wylot w ciągu kilkunastu godzin. Balkonowe zioła potrzebują więc dwóch rzeczy: wody we właściwym momencie i izolacji od spodu.
Co zostaje na balkonie, a co zabieram do środka
Późną jesienią, zanim chwyci mróz, robię szybki przegląd doniczek. Każde zioło trafia do jednej z trzech grup.
- Zostają na zewnątrz: mięta, oregano, tymianek, szałwia lekarska, estragon, szczypiorek i melisa. To byliny, którym chłód nie szkodzi. Część nadziemna może zżółknąć albo zaschnąć, ale korzenie spokojnie doczekają wiosny.
- Idą do chłodnego, jasnego miejsca: rozmaryn i lawenda francuska. Lekki przymrozek wytrzymają, ale przy mocniejszym spadku temperatury przenoszę je na klatkę schodową albo do nieogrzewanego pokoju, w którym jest 5–10°C.
- Kończą sezon w kuchni: bazylia, kolendra i cząber letni to rośliny jednoroczne i zimy nie przeżyją. Zrywam wszystkie liście, a potem robię z nich pesto, mrożę je albo suszę.
Co podłożyć pod doniczki?
Płytki i beton na balkonie działają zimą jak wielki akumulator zimna. Doniczka postawiona prosto na posadzce przemarza od dna, więc zawsze coś pod nią wsuwam: gruby kawałek styropianu, drewnianą paletę, korkową podkładkę albo zwykłą deskę.
Małe doniczki najłatwiej zabezpieczyć razem. Ustawiam je ciasno w kartonie albo drewnianej skrzynce, a szpary wypełniam suchymi liśćmi, zmiętymi gazetami, słomą lub trocinami. Większe donice owijam pojedynczo workiem jutowym, tekturą falistą albo agrowłókniną. Folia bąbelkowa też się sprawdza, ale tylko na ściankach. Dno i wierzch zostawiam odkryte, żeby podłoże mogło oddychać.
Jak podlewam zioła zimą
- Czekam na dzień bez mrozu, kiedy temperatura wychodzi powyżej 0°C.
- Dotykam ziemi w doniczce. Nie może być sucha jak pył.
- Wlewam niewielką ilość letniej wody, mniej więcej małą szklankę. Chodzi tylko o zwilżenie podłoża, nie o obfite podlanie.
- Sprawdzam, czy woda nigdzie nie stoi. Podstawki zdejmuję na całą zimę, bo nadmiar wilgoci, który nagle zamarznie, prowadzi do gnicia korzeni.
Dwóch rzeczy jesienią nie robię
Nie przycinam ziół przed zimą. Cięcie pobudza je do wypuszczania młodych pędów, które nie zdążą zdrewnieć i przemarzną przy pierwszym chłodzie. Suche gałązki wycinam dopiero w marcu albo kwietniu, nawet jeśli przez zimę nie wyglądają ładnie.
Od września nie nawożę. Odżywka zachęca roślinę do wzrostu, a ona powinna teraz wejść w głęboki spoczynek. Całe przygotowanie zajmuje mi najwyżej pół godziny, a styropian, karton i stare gazety zwykle mam już w domu.